Czarnowłosy
mężczyzna zasunął ciężkie, czerwone kotary i w pokoju jednego z domów przy
Grimmauld Place zapanował półmrok. Próbując przyzwyczaić swoje oczy do nowych
warunków, Harry ruszył w stronę starego, poprzecieranego fotela, strącając przy
okazji coś znajdującego się na szafce, która zagradzała mu drogę do celu.
Zignorował to i usiadł, wydając z siebie ciche westchnienie. Zamknął oczy,
rozkoszując się unoszącym się w powietrzu zapachem starych ksiąg i wsłuchując się w pohukiwanie sów za oknem.
Powoli zaczął odpływać do krainy Morfeusza, gdy z chwili ciszy i zadumy wyrwał
go szept, niemal syk, dochodzący z fotela stojącego naprzeciw.
— Może tak byś to
podniósł?