Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Venetiia Noks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Venetiia Noks. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 marca 2017

Publikacja „Żona kata”

Witajcie! 
Dziś publikujemy miniaturkę pt. „Żona kata” autorstwa Eleonory (KLIK!). Publikacja ta jest częścią akcji promowania autorów, którą prowadzimy już od dawna (z miejsca pozdrawiamy Venetiię Noks!), dlatego nowych Czytelników serdecznie zapraszamy do odwiedzenia zakładki „Publikacje”!
Przypominamy o zapisach rocznic blogów (wystarczy podać jedynie miesiąc), które znajdziecie w zakładce „Rocznice Blogów”. 

Ściskamy cieplutko! 
Zespół SKP

_________

Draco uderza. Po raz pierwszy. Słychać głuchy jęk przesłuchiwanego.

środa, 20 stycznia 2016

Liebster Blog Award

Dzień doberek wszystkim!



Dziś przychodzimy do was z czymś nowym. Otóż Zespół SKP został nominowany do Liebster Blog Award przez Boom Boom Rich Bitch z bloga Hogwartshore.  Dziękujemy bardzo i liczymy, że zadowolą Was nasze odpowiedzi.



sobota, 10 października 2015

Wywiad z Venetiią Noks


Witajcie!

Zapraszamy Was na nasz pierwszy wywiad, 
ze wspaniałą Venetiią Noks („Dwa Światy”, 
Gdy Jesteśmy Sami” oraz Rubin i Stal”).
Akcję "Wywiady" uznajemy oficjalnie za otwartą, życzymy wam miłej lektury!

Zespół SKP

piątek, 29 maja 2015

Publikacja "Two sides of the same coin"


Cześć!

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą – jest nam niezmiernie miło Was poinformować o nowej akcji "Publikacje". Jest ona kontynuacją powoli kończącej się działalności prowadzonej (na blogu "Dramione Dwa Światy") przez Venetiię Noks, z którą nawiązaliśmy współpracę! :) Więcej info w zakładce "Publikacje & Prace Konkursowe".

Pierwsza publikacja już dzisiaj!
Przedstawiamy Wam prolog Dominiki K (z bloga http://raven-snake.blogspot.com/), która wyjątkowo postawiła na mniej popularny w świecie fanfiction pairing jakim jest Drastoria – Draco & Astoria.

Bardzo prosimy w imieniu Dominiki o komentarze, to dla autorki bardzo ważne!  :)
Zespół SKP

*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Prolog

Szkoła Magii i Czarodziejstwa po przejęciu stanowiska dyrektora przez Severusa Snape’a uległa diametralnej zmianie. Przestała być ona bezpieczną przystanią dla uczniów, zamieniając się w pole bitwy, gdzie każdy walczył o przetrwanie, a wszystkie chwyty były dozwolone. Uczniowie niezależnie od wieku drżeli o swoje życie. Nowy dyrektor rzadko zaszczycał uczniów swoją obecnością, dając całkowite pole do popisu dwójce Śmierciożerców zatrudnionej na stanowiskach nauczycieli.
Hogwart dla Astorii Greengrass przestał być azylem. Zamienił się w miejsce, gdzie bała się przejść z jednej klasy do drugiej. Przestała udzielać się na lekcjach, a mijając nauczycieli wlepiała oczy w podłogę błagając w duchu Merlina o pelerynę–niewidkę. Jedynym marzeniem Ślizgonki był powrót do domu.
Niemalże codziennie wysyłała listy, błagając rodziców, aby pozwolili jej wrócić do domu. Nadaremnie matka dziewczyny w każdym odpisanym liście zaznaczała, jak ważna jest edukacja młodej czarownicy. Pisała również, że nie ma bezpieczniejszego miejsca niż Hogwart. Astoria spędzająca tutaj każdą chwilę swojego marnego losu, doskonale zdawała sobie sprawę, jak bardzo jej rodzicielka się myli. Szkoła obecnie nie była azylem, lecz plątaniną mrocznych korytarzy gdzie na każdym kroku czyhało niebezpieczeństwo. Szatynka jak i inni uczniowie doskonale zdawali sobie sprawę, iż „coś” wisi w powietrzu.
Długie dni wypełniała jej przede wszystkim nauka. Co wśród uczniów Domu Węża było rzadkością. Dla wielu młodych czarodziei edukacja przestała być priorytetem, liczyła się przede wszystkim przyszła służba Czarnemu Panu. Wyniki w nauce były sprawą drugorzędną.
Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy jej Domu byli bandą niewykształconych idiotów. Jak w każdej szkole była grupa uczniów, wśród których nauka była na szarym końcu listy szkolnych obowiązków.
Sprawa prezentowała się inaczej dla panny Greengrass. Ona nie tylko chciała się uczyć, ale także to lubiła. Spędzała mnóstwo czasu w bibliotece odrabiając zadane prace domowe lub czytając. Nauka była także sposobem na ucieczkę od problemów, które od przerwy świątecznej zamiast znikać, nawarstwiały się. Astoria po raz kolejny w swoim krótkim szesnastoletnim życiu była kompletnie bezradna i zdana na siebie. Rodzice obecnie mieli inne zmartwienia na głowie niż młodsza z sióstr Greengrass.
Dafne
Na samo wspomnienie o siostrze oczy szatynki wypełniły się łzami. Zagryzła dolną wargę spoglądając w rozłożoną na stoliku kartkę zapisanego do połowy pergaminu. Przymknęła powieki biorąc kilka głębokich oddechów.  Po policzku potoczyła się jedna samotna łza, którą starła rękawem szaty.
Astoria, mimo iż nadal cierpiała z powodu wydarzeń z przed kilku miesięcy, musiała być silna. Nie mogła pozwolić, aby emocje wzięły górę. Owszem płakała, lecz tylko wtedy, kiedy była sama.  
Dnia 1 maja 1998 roku siedziała w Pokoju Wspólnym usiłując skupić rozbiegane myśli nad wypracowaniem z eliksirów. Gryząc końcówkę pióra przesuwała wzorkiem po linijkach tekstu, kiedy do środka wpadła grupa rozchichotanych Ślizgonów. Astoria zmarszczyła brwi spoglądając na wysokiego szczupłego czarnoskórego chłopaka. Ich spojrzenia skrzyżowały się ponad głową jednego z nastolatków. Czarownica uśmiechnęła się blado w jego kierunku zaś po Pokoju Wspólnym przetoczyła się salwa śmiechu. Wlepiła wzrok w zapisaną drobnym pismem kartkę. Jęknęła żałośnie łokcie opierając na blacie stolika.
Astoria Greengrass mimo natłoku zajęć (większość z nich sama sobie wymyślała) nie potrafiła wymazać z pamięci długich zimowych wieczorów, które przyszło jej spędzić w towarzystwie pewnego jasnowłosego arystokraty. Draco Malfoy jeszcze rok temu każdą wolną chwilę spędzał w towarzystwie stojących nieopodal chłopców.
Przez pięć lat swojego pobytu w Hogwarcie słyszała wiele o Księciu Slytherinu. Nieraz mijała go na szkolnych korytarzach. Dla nikogo nie było tajemnicą, iż chłopak budzi podziw i szacunek tylko i wyłącznie wśród uczniów z Domu Węża. Reszta społeczności uczniowskiej albo była obojętna, albo się go bała. Astorii ani trochę nie dziwiła taka postawa dzieciaków. Sama wielokrotnie słyszała plotki na temat Draco. Spora ich część była wyssanymi z palca historyjkami, lecz niektóre były prawdziwe.
Prawdą było, że jest Śmierciożercą. Na własne oczy widziała Mroczny Znak wijący się na jego lewym przedramieniu. Wzdrygnęła się na samo wspomnienie tamtego widoku. Dźwięk odsuwanego krzesła wyrwał ją z zamyślenia. Podniosła do góry głowę napotykając błyszczące brązowe oczy Blaise’a.
– Hej– wydusił z siebie przerywając tym samym nienaturalną ciszę, która między nimi nastała. Astoria nerwowo rozejrzała się na boki. Kilka osób przyglądało im się z zainteresowaniem.
– Cześć.– Odpowiedziała z trudem przełykając ślinę.– Co tam u ciebie?– Zapytała kompletnie nie rozumiejąc, dlaczego Zabini przysiadł się do jej stolika.
– Wszystko w porządku – odparł, kładąc ręce na stole. Dłuższą chwilę wpatrywał się w jej zielone oczy. – Chciałem z Tobą porozmawiać – powiedział pochylając się nieco w jej stronę. Astoria także instynktownie przysunęła się do przodu. – Chodzi o Dafne.
Cofnęła się gwałtownie głośno nabierając powietrza. Wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi oczyma. Po Diable można było spodziewać się absolutnie wszystkiego, ale nie tego, iż będzie chciał rozmawiać o jej siostrze.
– Nie – ucięła krótko, zamykając leżącą przed sobą książkę – nie sądzę, aby to był dobry pomysł
– Chciałem tylko zapytać, jak się czuje? – powiedział niezrażony jej wrogim nastawieniem. Uśmiechnął się do Astorii. Dziewczyna przez krótką chwilę przyglądała mu się w milczeniu.
– A jak sądzisz? – odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. – Po tym wszystkim, co przeszła – wyrzuciła z siebie na jednym wydechu.– Po tym wszystkim, co jej zrobili. – Głośno przełknęła ślinę, walcząc łzami, które wypełniły jej oczy. – Chcesz wiedzieć, co u niej? – Zapytała Blaise’a. Chłopak z wahaniem skinął głową.
– Magomedycy stwierdzili trwałe uszkodzenie mózgu – powiedziała spokojnym głosem. – Dafne jest martwa za życia.
– Nie mów tak – powiedział, chwytając ją za nadgarstek. Ten gest zaskoczył zarówno jego, jak i ją. – Znajdą sposób żeby ją wyleczyć.
– Nie Diable. Nic nie mogą zrobić – poczuła jak uścisk chłopaka maleje, aby po chwili zniknąć. Astoria podniosła się powoli z krzesła. Drżącymi rękoma zwinęła pergamin kładąc rolkę na książce.
– Żegnaj  Diable – powiedziała podnosząc książkę ze stolika. Przycisnęła ją do piersi, jeszcze przez krótką chwilę spoglądając na bruneta. W chwili, w której ich spojrzenia się skrzyżowały, odwróciła wzrok.  Odwróciwszy się na pięcie pewnym krokiem ruszyła w stronę swojego pokoju.
 Nastolatek podniósł się z krzesła, spoglądając na dumnie wyprostowaną sylwetkę dziewczyny. Wyminął grupę chichoczących znajomych, ruszając w ślad za Greengrass. Dogonił ją tuż przed wejściem do dormitorium, które zajmowała z koleżankami z rocznika. Chwycił ją za łokieć.
– Zbliża się ostateczna bitwa – szepnął jej do ucha sprawiając, że zadrżała. – Uważaj na siebie mała.
***
Dziewczęta w dormitorium siedziały stłoczone na jednym łóżku szepcząc i chichocząc między sobą. Astoria przelotnie spojrzała na grupkę nastolatek z niedowierzaniem kręcąc głową. Coraz częściej zaskakiwała ją beztroska, z jaką traktowały otaczający je świat. Rozumiała, że są młode i niedoświadczone, lecz wokół nich działo się tyle złych rzeczy, na które w żaden sposób nie reagowały. Najbardziej zatrważała ją fakt, iż większość tych młodych uczennic z Domu Węża chciała po szkole służyć Czarnemu Panu! Dla Astorii nie tylko sam fakt był szokujący, ale to, iż żadna z nich nie kryła się ze swoimi planami na przyszłość. Raz nawet usłyszała jednej ze swoich rówieśniczek:
– Jesteś z Slytherinu, więc służba w szeregach Czarnego Pana to jedyna przyszłość, jaka cię czeka.
Ten fakt przerażał młodą Ślizgonkę. Nie była sobie w stanie nawet wyobrazić dnia, w którym będzie musiała stanąć przed Voldemortem i przysięgać mu wierność! To miała być jej świetlana przyszłość, o której tyle mówiła jej matka?! Służba Czarnemu Panu?
– Po moim trupie– mruknęła sama do siebie usta zaciskając w wąską kreskę. Dotarło do niej, że wolałby umrzeć niż zasilić armię Voldemorta.
Astoria nie mogąc dłużej znieść roześmianych koleżanek. Ich zachowanie doprowadzało ją do szewskiej pasji. Szatynka poderwała się z łóżka tak gwałtownie, że książka, którą trzymała na kolanach upadła z łoskotem na podłogę. Nie kłopocząc się z podniesieniem jej ruszyła dumnie wyprostowana do drzwi. Pchnęła je wychodząc z pokoju.
W pokoju Wspólnym przywitała ją cisza. Mrok rozpraszał ogień palący się w kominku ogień. Astoria usiadła w fotelu najbliżej źródła ciepła mimowolnie wyciągając w jego stronę bose stopy. Głowę oparła o miękkie oparcie fotela zamykając oczy.
Od grudnia 1997 roku Astoria polubiła samotne wieczory spędzane głównie na rozmyślaniach o zarówno przeszłości jak i przyszłości, która dla Ślizgonki była jedną wielką niewiadomą. Nie wiedziała, co będzie dalej? Z jej życiem? Rodziną? Przyjaciółmi? Co się stanie, jeżeli to Czarny Pan wygra wojnę?
Wojna, śmierć to nie z takimi problemami powinna mierzyć się nastolatka, nie takie dylematy powinny być obiektem jej rozmyślań. Astoria ledwie w sierpniu skończyła szesnaście lat, powinna mieć inne zmartwienia. Westchnęła głośno.
– Panno Greengrass.
Podskoczyła gwałtownie spoglądając przestraszona na opiekuna domu profesora Horacego Slughorna.
– Panie profesorze ja…
– Całe szczęście, że pani nie śpi – powiedział, przerywając jej.– Proszę natychmiast obudzić wszystkich uczniów i udać się z nimi do Wielkiej Sali. Pomogę pani. – Powiedział ruszając w stronę dormitorium chłopców.
– Ale co się dzieje? – Poderwała się z fotela uważnie przyglądając się profesorowi  od eliksirów. Zrobiła krok do przodu chwytając go za ramię. – Jestem Prefektem.– Przypominała mu, kiedy zaskoczony odwrócił do tyłu głowę spoglądając, to na jej zaciśnięte wokół ramienia palce, to w zielone oczy dziewczyny. – Chciałabym wiedzieć, co się dzieje.
– Czarny Pan się dzieje, panno Greengrass – odpowiedział zirytowany profesor wyrywając się z jej uścisku – Proszę przestać zadawać głupie pytania i dostosować się do poleceń. Nie mamy dużo czasu.
– Oczywiście profesorze.
Pokój Wspólny już po kilku minutach wypełnił się uczniami, którzy pod nadzorem dwóch prefektów i opiekuna domu ruszyli do Wielkiej Sali. Astoria, która miała pod opieką młodszych uczniów, spoglądała na przerażone dziecięce buzie starając się nie okazać strachu. Czarny Pan nadchodził. W momencie, kiedy weszła do środka wiedziała, że coś jest nie tak. Panował chaos i harmider, na który nie pozwalano nawet w dzień, nie mówiąc nic o ciszy nocnej. Rozejrzała się dokoła szukając dyrektora, zamiast niego znalazła pogrążoną w rozmowie z grupką ludzi profesor McGonagall. Obok niej po chwili stanął profesor Slughorn.
– Cisza – krzyknęła. – Dziękuję – powiedziała, kiedy wszystkie rozmowy umilkły. – Pewnie zastanawiacie się, dlaczego zebrałam was o tak później porze – zaczęła spoglądając na wystraszone twarze.– Lord Voldemort jeszcze ten nocy zaatakuje Hogwart – powiedziała spokojnym głosem.
Astoria ze świstem wciągnęła w płuca powietrze.
– Uczniowie w wieku jedenastu do szesnastu lat zostaną ewakuowani i za pomocą sieci Fiuu wrócą do domów. Osoby pełnoletnie mogą zostać i walczyć.
– Ale nie muszą? – zapytała jedna ze starszych Ślizgonek. Astoria wzniosła oczy ku niebu kręcąc z niedowierzaniem głową.
– Nie. Nie muszą. Kto chcę może wrócić do domu. Nikogo nie będziemy zmuszać do walki. – Urwała. Wzięła głęboki oddech– Ewakuacja poprowadzą Prefekci Domów, dlatego proszę słuchać ich poleceń. Prefektów proszę o podejście do opiekunów, dostaniecie proszek Fiuu i instrukcje dotyczące ewakuacji.
Astoria spojrzała w stronę drugiego Prefekta. Blaise Zambini spojrzał na nią i skinął głową. Oboje równym krokiem ruszyli w stronę profesora, który woreczek z proszkiem wręczył Astorii. Zapoznał ich szczegółowo z procedurą ewakuacji. Od tej chwili rozpoczął się wyścig z czasem.
***
Czas płynął szybciej niżby tego chciała. Uczniowie jeden po drugim wskakiwali w zielone płomienie. Niepokój Astorii narastał. Nie miała pojęcia ile czasu jeszcze im zostało, a odnosiła wrażenie, że uczniów nie ubywa. Spojrzała na Blaise’a, który rozglądał się nerwowo z różdżką w pogotowiu.
– Zostajesz czy wracasz? – zapytała z trudem przełykając ślinę, kiedy ciemność rozświetliła kolejna seria zaklęć.
– Zostaję – odparł spoglądając na kolejkę niecierpliwych i przerażonych dzieciaków. – Wszystko będzie dobrze – powiedział. – Została czwórka. Poradzisz sobie?
Nie mówiąc ani słowa skinęła głową, kiedy Blaise wycofał się do dziury w ścianie. Tunel prowadził do zamku.
– Powodzenia Greengrass– rzucił swobodnym tonem, który nijak pasował do sytuacji, w której się znaleźli.
– Wzajemnie Zabini.
Została sama z ostatnim uczniem. Chłopiec na oko trzynastoletni zanurzył drżącą rękę w woreczku biorąc garść proszku. Wrzucił go w czerwone płomienie, które zamieniły kolor. Wykrzyknął głośno adres i skoczył.
Wyprostowała się, rozglądając po opustoszałym pomieszczeniu. Drżące ręce wsunęła w szary pękaty dzbanek palcami natrafiając na pustkę.
Nie. Nie. Nie.
Pokręciła z niedowierzaniem głową przechylając dzban nad dłonią.
– Niech to szlag – zaklęła głośno, bezceremonialnie roztrzaskując dzban o pobliską ścianę. – Cholera.
– Astoria.
Zamarła. Doskonale był jej znany ten głos. Powoli odwróciła się mierząc do niego różdżką. Nawet w słabo oświetlonym pomieszczeniu widziała jego rozbawione spojrzenie. W głowie szukała jakiegokolwiek zaklęcia obronnego. Niespodziewany gość leniwym korkiem ruszył w jej kierunku.
– Nie podchodź.
– Bo co? Rzucisz we mnie klątwę? – Zapytał rozbawiony. Zatrzymał się naprzeciwko Astorii ujmując ją za nadgarstek. Zaczął powoli opuszczać w dół jej różdżkę. – Daj rękę.
Pokręciła przecząco głową. Draco wzniósł oczy do nieba, chwytając dziewczynę za nadgarstek. Z kieszeni czarnej marynarki wyciągnął mały woreczek. Na dłoń dziewczyny wysypał jego zawartość. Zamknął, palce wokół magicznego proszku, napotykając jej pełne zaskoczenia spojrzenie. Kąciki jego ust drgnęły w lekkim uśmiechu.
– Wracaj do domu mała. – Wolną rękę owinął wokół szczupłej tali dziewczyny. Obrócił ją w stronę kominka, wyciągając jej dłoń nad palenisko. Czuła bijące od ognia ciepło. Mimo to drżała. Odwróciła do tyłu głowę spoglądając wprost na usta młodego Malfoya.  Instynktownie rozluźniła zaciśnięte palce wsypując proszek do ognia. Czerwień zamieniła się w zieleń. Astoria obróciła się w stronę blondyna. Kierowana czystym impulsem stanęła na palcach składając na jego ustach czuły pocałunek.
– Zmykaj mała – powiedział, gładząc jej policzek.
Skinęła na znak zgody głową spoglądając na zielone płomienie.
– Skye House, – powiedziała głośno – Hebrydy.
Nie oglądając się za siebie wskoczyła w zielone płomienie.


Niah | Akinese | Credits: X, X