Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą – jest nam niezmiernie miło Was poinformować o nowej akcji "Publikacje". Jest ona kontynuacją powoli kończącej się działalności prowadzonej (na blogu "Dramione Dwa Światy") przez
".
), która wyjątkowo postawiła na mniej popularny w świecie fanfiction pairing jakim jest Drastoria – Draco & Astoria.
Bardzo prosimy w imieniu Dominiki o komentarze, to dla autorki bardzo ważne! :)
Prolog
Szkoła Magii i Czarodziejstwa po
przejęciu stanowiska dyrektora przez Severusa Snape’a uległa diametralnej
zmianie. Przestała być ona bezpieczną przystanią dla uczniów, zamieniając się w
pole bitwy, gdzie każdy walczył o przetrwanie, a wszystkie chwyty były
dozwolone. Uczniowie niezależnie od wieku drżeli o swoje życie. Nowy dyrektor
rzadko zaszczycał uczniów swoją obecnością, dając całkowite pole do popisu
dwójce Śmierciożerców zatrudnionej na stanowiskach nauczycieli.
Hogwart dla Astorii Greengrass
przestał być azylem. Zamienił się w miejsce, gdzie bała się przejść z jednej
klasy do drugiej. Przestała udzielać się na lekcjach, a mijając nauczycieli
wlepiała oczy w podłogę błagając w duchu Merlina o pelerynę–niewidkę. Jedynym
marzeniem Ślizgonki był powrót do domu.
Niemalże codziennie wysyłała listy,
błagając rodziców, aby pozwolili jej wrócić do domu. Nadaremnie matka
dziewczyny w każdym odpisanym liście zaznaczała, jak ważna jest edukacja młodej
czarownicy. Pisała również, że nie ma bezpieczniejszego miejsca niż Hogwart.
Astoria spędzająca tutaj każdą chwilę swojego marnego losu, doskonale zdawała
sobie sprawę, jak bardzo jej rodzicielka się myli. Szkoła obecnie nie była
azylem, lecz plątaniną mrocznych korytarzy gdzie na każdym kroku czyhało
niebezpieczeństwo. Szatynka jak i inni uczniowie doskonale zdawali sobie
sprawę, iż „coś” wisi w powietrzu.
Długie dni wypełniała jej przede
wszystkim nauka. Co wśród uczniów Domu Węża było rzadkością. Dla wielu młodych
czarodziei edukacja przestała być priorytetem, liczyła się przede wszystkim
przyszła służba Czarnemu Panu. Wyniki w nauce były sprawą drugorzędną.
Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy
jej Domu byli bandą niewykształconych idiotów. Jak w każdej szkole była grupa
uczniów, wśród których nauka była na szarym końcu listy szkolnych obowiązków.
Sprawa prezentowała się inaczej dla
panny Greengrass. Ona nie tylko chciała się uczyć, ale także to lubiła.
Spędzała mnóstwo czasu w bibliotece odrabiając zadane prace domowe lub
czytając. Nauka była także sposobem na ucieczkę od problemów, które od przerwy
świątecznej zamiast znikać, nawarstwiały się. Astoria po raz kolejny w swoim
krótkim szesnastoletnim życiu była kompletnie bezradna i zdana na siebie.
Rodzice obecnie mieli inne zmartwienia na głowie niż młodsza z sióstr
Greengrass.
Dafne
Na samo wspomnienie o siostrze oczy
szatynki wypełniły się łzami. Zagryzła dolną wargę spoglądając w rozłożoną na
stoliku kartkę zapisanego do połowy pergaminu. Przymknęła powieki biorąc kilka
głębokich oddechów. Po policzku potoczyła się jedna samotna łza, którą
starła rękawem szaty.
Astoria, mimo iż nadal cierpiała z powodu
wydarzeń z przed kilku miesięcy, musiała być silna. Nie mogła pozwolić, aby
emocje wzięły górę. Owszem płakała, lecz tylko wtedy, kiedy była sama.
Dnia 1 maja 1998 roku siedziała w
Pokoju Wspólnym usiłując skupić rozbiegane myśli nad wypracowaniem z eliksirów.
Gryząc końcówkę pióra przesuwała wzorkiem po linijkach tekstu, kiedy do środka
wpadła grupa rozchichotanych Ślizgonów. Astoria zmarszczyła brwi spoglądając na
wysokiego szczupłego czarnoskórego chłopaka. Ich spojrzenia skrzyżowały się
ponad głową jednego z nastolatków. Czarownica uśmiechnęła się blado w jego
kierunku zaś po Pokoju Wspólnym przetoczyła się salwa śmiechu. Wlepiła wzrok w
zapisaną drobnym pismem kartkę. Jęknęła żałośnie łokcie opierając na blacie
stolika.
Astoria Greengrass mimo natłoku
zajęć (większość z nich sama sobie wymyślała) nie potrafiła wymazać z pamięci
długich zimowych wieczorów, które przyszło jej spędzić w towarzystwie pewnego
jasnowłosego arystokraty. Draco Malfoy jeszcze rok temu każdą wolną chwilę
spędzał w towarzystwie stojących nieopodal chłopców.
Przez pięć lat swojego pobytu w
Hogwarcie słyszała wiele o Księciu Slytherinu. Nieraz mijała go na szkolnych
korytarzach. Dla nikogo nie było tajemnicą, iż chłopak budzi podziw i szacunek
tylko i wyłącznie wśród uczniów z Domu Węża. Reszta społeczności uczniowskiej
albo była obojętna, albo się go bała. Astorii ani trochę nie dziwiła taka
postawa dzieciaków. Sama wielokrotnie słyszała plotki na temat Draco. Spora ich
część była wyssanymi z palca historyjkami, lecz niektóre były prawdziwe.
Prawdą było, że jest Śmierciożercą.
Na własne oczy widziała Mroczny Znak wijący się na jego lewym przedramieniu.
Wzdrygnęła się na samo wspomnienie tamtego widoku. Dźwięk odsuwanego krzesła
wyrwał ją z zamyślenia. Podniosła do góry głowę napotykając błyszczące brązowe
oczy Blaise’a.
– Hej– wydusił z siebie
przerywając tym samym nienaturalną ciszę, która między nimi nastała. Astoria
nerwowo rozejrzała się na boki. Kilka osób przyglądało im się z
zainteresowaniem.
– Cześć.– Odpowiedziała z trudem
przełykając ślinę.– Co tam u ciebie?– Zapytała kompletnie nie rozumiejąc,
dlaczego Zabini przysiadł się do jej stolika.
– Wszystko w porządku – odparł,
kładąc ręce na stole. Dłuższą chwilę wpatrywał się w jej zielone oczy. –
Chciałem z Tobą porozmawiać – powiedział pochylając się nieco w jej stronę.
Astoria także instynktownie przysunęła się do przodu. – Chodzi o Dafne.
Cofnęła się gwałtownie głośno
nabierając powietrza. Wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi oczyma. Po
Diable można było spodziewać się absolutnie wszystkiego, ale nie tego, iż
będzie chciał rozmawiać o jej siostrze.
– Nie – ucięła krótko,
zamykając leżącą przed sobą książkę – nie sądzę, aby to był dobry pomysł
– Chciałem tylko zapytać, jak
się czuje? – powiedział niezrażony jej wrogim nastawieniem. Uśmiechnął się do
Astorii. Dziewczyna przez krótką chwilę przyglądała mu się w milczeniu.
– A jak sądzisz? –
odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. – Po tym wszystkim, co przeszła –
wyrzuciła z siebie na jednym wydechu.– Po tym wszystkim, co jej zrobili. –
Głośno przełknęła ślinę, walcząc łzami, które wypełniły jej oczy. – Chcesz
wiedzieć, co u niej? – Zapytała Blaise’a. Chłopak z wahaniem skinął głową.
– Magomedycy stwierdzili trwałe
uszkodzenie mózgu – powiedziała spokojnym głosem. – Dafne jest martwa za życia.
– Nie mów tak – powiedział,
chwytając ją za nadgarstek. Ten gest zaskoczył zarówno jego, jak i ją. – Znajdą
sposób żeby ją wyleczyć.
– Nie Diable. Nic nie mogą
zrobić – poczuła jak uścisk chłopaka maleje, aby po chwili zniknąć. Astoria
podniosła się powoli z krzesła. Drżącymi rękoma zwinęła pergamin kładąc rolkę
na książce.
– Żegnaj Diable –
powiedziała podnosząc książkę ze stolika. Przycisnęła ją do piersi, jeszcze
przez krótką chwilę spoglądając na bruneta. W chwili, w której ich spojrzenia
się skrzyżowały, odwróciła wzrok. Odwróciwszy się na pięcie pewnym
krokiem ruszyła w stronę swojego pokoju.
Nastolatek podniósł się z
krzesła, spoglądając na dumnie wyprostowaną sylwetkę dziewczyny. Wyminął grupę
chichoczących znajomych, ruszając w ślad za Greengrass. Dogonił ją tuż przed
wejściem do dormitorium, które zajmowała z koleżankami z rocznika. Chwycił ją
za łokieć.
– Zbliża się ostateczna bitwa –
szepnął jej do ucha sprawiając, że zadrżała. – Uważaj na siebie mała.
***
Dziewczęta w dormitorium siedziały
stłoczone na jednym łóżku szepcząc i chichocząc między sobą. Astoria przelotnie
spojrzała na grupkę nastolatek z niedowierzaniem kręcąc głową. Coraz częściej
zaskakiwała ją beztroska, z jaką traktowały otaczający je świat. Rozumiała, że
są młode i niedoświadczone, lecz wokół nich działo się tyle złych rzeczy, na
które w żaden sposób nie reagowały. Najbardziej zatrważała ją fakt, iż
większość tych młodych uczennic z Domu Węża chciała po szkole służyć Czarnemu
Panu! Dla Astorii nie tylko sam fakt był szokujący, ale to, iż żadna z nich nie
kryła się ze swoimi planami na przyszłość. Raz nawet usłyszała jednej ze swoich
rówieśniczek:
– Jesteś z Slytherinu,
więc służba w szeregach Czarnego Pana to jedyna przyszłość, jaka cię czeka.
Ten fakt przerażał młodą Ślizgonkę.
Nie była sobie w stanie nawet wyobrazić dnia, w którym będzie musiała stanąć
przed Voldemortem i przysięgać mu wierność! To miała być jej świetlana
przyszłość, o której tyle mówiła jej matka?! Służba Czarnemu Panu?
– Po moim trupie– mruknęła sama
do siebie usta zaciskając w wąską kreskę. Dotarło do niej, że wolałby umrzeć
niż zasilić armię Voldemorta.
Astoria nie mogąc dłużej znieść
roześmianych koleżanek. Ich zachowanie doprowadzało ją do szewskiej pasji.
Szatynka poderwała się z łóżka tak gwałtownie, że książka, którą trzymała na
kolanach upadła z łoskotem na podłogę. Nie kłopocząc się z podniesieniem jej
ruszyła dumnie wyprostowana do drzwi. Pchnęła je wychodząc z pokoju.
W pokoju Wspólnym przywitała ją
cisza. Mrok rozpraszał ogień palący się w kominku ogień. Astoria usiadła w
fotelu najbliżej źródła ciepła mimowolnie wyciągając w jego stronę bose stopy.
Głowę oparła o miękkie oparcie fotela zamykając oczy.
Od grudnia 1997 roku Astoria
polubiła samotne wieczory spędzane głównie na rozmyślaniach o zarówno
przeszłości jak i przyszłości, która dla Ślizgonki była jedną wielką
niewiadomą. Nie wiedziała, co będzie dalej? Z jej życiem? Rodziną?
Przyjaciółmi? Co się stanie, jeżeli to Czarny Pan wygra wojnę?
Wojna, śmierć to nie z takimi problemami
powinna mierzyć się nastolatka, nie takie dylematy powinny być obiektem jej
rozmyślań. Astoria ledwie w sierpniu skończyła szesnaście lat, powinna mieć
inne zmartwienia. Westchnęła głośno.
– Panno Greengrass.
Podskoczyła gwałtownie spoglądając
przestraszona na opiekuna domu profesora Horacego Slughorna.
– Panie profesorze ja…
– Całe szczęście, że pani nie
śpi – powiedział, przerywając jej.– Proszę natychmiast obudzić wszystkich
uczniów i udać się z nimi do Wielkiej Sali. Pomogę pani. – Powiedział ruszając
w stronę dormitorium chłopców.
– Ale co się dzieje? –
Poderwała się z fotela uważnie przyglądając się profesorowi od eliksirów.
Zrobiła krok do przodu chwytając go za ramię. – Jestem Prefektem.– Przypominała
mu, kiedy zaskoczony odwrócił do tyłu głowę spoglądając, to na jej zaciśnięte
wokół ramienia palce, to w zielone oczy dziewczyny. – Chciałabym wiedzieć, co
się dzieje.
– Czarny Pan się dzieje, panno
Greengrass – odpowiedział zirytowany profesor wyrywając się z jej uścisku –
Proszę przestać zadawać głupie pytania i dostosować się do poleceń. Nie mamy
dużo czasu.
– Oczywiście profesorze.
Pokój Wspólny już po kilku minutach
wypełnił się uczniami, którzy pod nadzorem dwóch prefektów i opiekuna domu
ruszyli do Wielkiej Sali. Astoria, która miała pod opieką młodszych uczniów,
spoglądała na przerażone dziecięce buzie starając się nie okazać strachu.
Czarny Pan nadchodził. W momencie, kiedy weszła do środka wiedziała, że coś
jest nie tak. Panował chaos i harmider, na który nie pozwalano nawet w dzień, nie
mówiąc nic o ciszy nocnej. Rozejrzała się dokoła szukając dyrektora, zamiast
niego znalazła pogrążoną w rozmowie z grupką ludzi profesor McGonagall. Obok
niej po chwili stanął profesor Slughorn.
– Cisza – krzyknęła. – Dziękuję
– powiedziała, kiedy wszystkie rozmowy umilkły. – Pewnie zastanawiacie się,
dlaczego zebrałam was o tak później porze – zaczęła spoglądając na wystraszone
twarze.– Lord Voldemort jeszcze ten nocy zaatakuje Hogwart – powiedziała
spokojnym głosem.
Astoria ze świstem wciągnęła w płuca
powietrze.
– Uczniowie w wieku jedenastu
do szesnastu lat zostaną ewakuowani i za pomocą sieci Fiuu wrócą do domów.
Osoby pełnoletnie mogą zostać i walczyć.
– Ale nie muszą? – zapytała
jedna ze starszych Ślizgonek. Astoria wzniosła oczy ku niebu kręcąc z niedowierzaniem
głową.
– Nie. Nie muszą. Kto chcę może
wrócić do domu. Nikogo nie będziemy zmuszać do walki. – Urwała. Wzięła głęboki
oddech– Ewakuacja poprowadzą Prefekci Domów, dlatego proszę słuchać ich
poleceń. Prefektów proszę o podejście do opiekunów, dostaniecie proszek Fiuu i
instrukcje dotyczące ewakuacji.
Astoria spojrzała w stronę drugiego
Prefekta. Blaise Zambini spojrzał na nią i skinął głową. Oboje równym krokiem
ruszyli w stronę profesora, który woreczek z proszkiem wręczył Astorii.
Zapoznał ich szczegółowo z procedurą ewakuacji. Od tej chwili rozpoczął się wyścig
z czasem.
***
Czas płynął szybciej niżby tego
chciała. Uczniowie jeden po drugim wskakiwali w zielone płomienie. Niepokój
Astorii narastał. Nie miała pojęcia ile czasu jeszcze im zostało, a odnosiła
wrażenie, że uczniów nie ubywa. Spojrzała na Blaise’a, który rozglądał się
nerwowo z różdżką w pogotowiu.
– Zostajesz czy wracasz? –
zapytała z trudem przełykając ślinę, kiedy ciemność rozświetliła kolejna seria
zaklęć.
– Zostaję – odparł spoglądając
na kolejkę niecierpliwych i przerażonych dzieciaków. – Wszystko będzie dobrze –
powiedział. – Została czwórka. Poradzisz sobie?
Nie mówiąc ani słowa skinęła głową,
kiedy Blaise wycofał się do dziury w ścianie. Tunel prowadził do zamku.
– Powodzenia Greengrass– rzucił
swobodnym tonem, który nijak pasował do sytuacji, w której się znaleźli.
– Wzajemnie Zabini.
Została sama z ostatnim uczniem.
Chłopiec na oko trzynastoletni zanurzył drżącą rękę w woreczku biorąc garść
proszku. Wrzucił go w czerwone płomienie, które zamieniły kolor. Wykrzyknął
głośno adres i skoczył.
Wyprostowała się, rozglądając po
opustoszałym pomieszczeniu. Drżące ręce wsunęła w szary pękaty dzbanek palcami
natrafiając na pustkę.
Nie. Nie. Nie.
Pokręciła z niedowierzaniem głową
przechylając dzban nad dłonią.
– Niech to szlag – zaklęła
głośno, bezceremonialnie roztrzaskując dzban o pobliską ścianę. – Cholera.
– Astoria.
Zamarła. Doskonale był jej znany ten
głos. Powoli odwróciła się mierząc do niego różdżką. Nawet w słabo oświetlonym
pomieszczeniu widziała jego rozbawione spojrzenie. W głowie szukała jakiegokolwiek
zaklęcia obronnego. Niespodziewany gość leniwym korkiem ruszył w jej kierunku.
– Nie podchodź.
– Bo co? Rzucisz we mnie
klątwę? – Zapytał rozbawiony. Zatrzymał się naprzeciwko Astorii ujmując ją za
nadgarstek. Zaczął powoli opuszczać w dół jej różdżkę. – Daj rękę.
Pokręciła przecząco głową. Draco
wzniósł oczy do nieba, chwytając dziewczynę za nadgarstek. Z kieszeni czarnej
marynarki wyciągnął mały woreczek. Na dłoń dziewczyny wysypał jego zawartość.
Zamknął, palce wokół magicznego proszku, napotykając jej pełne zaskoczenia
spojrzenie. Kąciki jego ust drgnęły w lekkim uśmiechu.
– Wracaj do domu mała. – Wolną
rękę owinął wokół szczupłej tali dziewczyny. Obrócił ją w stronę kominka,
wyciągając jej dłoń nad palenisko. Czuła bijące od ognia ciepło. Mimo to
drżała. Odwróciła do tyłu głowę spoglądając wprost na usta młodego Malfoya.
Instynktownie rozluźniła zaciśnięte palce wsypując proszek do ognia.
Czerwień zamieniła się w zieleń. Astoria obróciła się w stronę blondyna.
Kierowana czystym impulsem stanęła na palcach składając na jego ustach czuły
pocałunek.
– Zmykaj mała – powiedział,
gładząc jej policzek.
Skinęła na znak zgody głową
spoglądając na zielone płomienie.
– Skye House, –
powiedziała głośno – Hebrydy.
Nie oglądając się za siebie wskoczyła w zielone płomienie.